Porady duże i małe




1.Serwis, remont, naprawa, przegląd - o tym wszystkim przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy motorower 
nie jedzie. Zamiast pchać niefortunną maszynę do serwisu, pomyślmy przez chwilę co mogło się stać. Silnik 
zgasł i nie daje się uruchomić. Nie zapala nawet na pych! 

       Ratunku! Co robić?! Spokojnie, powoli, może tylko zabrakło paliwa, a może alarm lub światła rozładowały akumulator. Większość 
motorowerów powinna zapalić nawet z rozładowanym akumulatorem, lecz kto wie, jak naprawdę wygląda tutaj instalacja elektryczna?
Co właściwie potrzebne jest, aby silnik zapalił? No co tak bezpośrednio jest potrzebne?
Powietrze w oponach? - NIE!
Olej w silniku? - NIE!
Tak naprawdę potrzebne są trzy czynniki: paliwo rozpylone w cylindrze, powietrze zassane do cylindra i iskra przeskakująca w odpowiednim 
momencie.
Co zatem robimy najpierw? - Sprawdzamy czy jest paliwo w zbiorniku, czy kranik jest otwarty i czy po zdjęciu przewodu paliwowego 
wycieka z niego paliwo (kranik lub filtr wewnętrzny może być zapchany, niedrożne może być też odpowietrzenie zbiornika). Jeżeli paliwo 
jest i leje nam się na buty, to znaczy, że jest źle. No, może nie źle, ale nieco gorzej, ponieważ trzeba myśleć dalej.
No właśnie, co dalej? Paliwo niby jest, a co z tym powietrzem?
Może jakaś podstępna szmata lub folia zatkała wlot do filtra lub sam filtr nie był wymieniany od nowości i właśnie się ostatecznie i 
niespodziewanie zapchał.
Już kanapa i boczne osłony zdemontowane leżą grzecznie na asfalcie. Wyrzucamy folię i szmatę (szmatę niezbyt daleko, bo może się jeszcze 
przydać), następnie wyciągamy podejrzany wkład filtra.
Do licha, wygląda jak nowy, ledwo trochę przykurzony naprzeciw wlotu powietrza.
No, gdzie ta szmata! Przed chwilą jeszcze tu była.
Odkładamy filtr na szmatę (niech nie wala się po ziemi). Na razie nie montujemy go z powrotem, gdyż nie ufamy mu do końca.
Teraz to już nie żarty. Bierzemy pierwsze poważne narzędzie - klucz do świec i odkręcamy świecę. 
Oglądamy. Jakaś taka ani mokra, ani sucha, jednym słowem dalej nic nie wiemy.
Wkładamy świecę w fajkę i opierając ją o metal głowicy, próbujemy obrócić wałem za pomocą startera, kopniaka, na pych - jak kto może. 
Cały czas obserwujemy świecę, może pojawi się iskra?
Jest! Jest iskra! Ale jakaś mała, może za słaba. Na zewnątrz skacze, a w cylindrze, gdzie panuje wysokie ciśnienie, już jej nie ma.
No cóż, ryzyk-fizyk, nie będziemy rozbierać na ulicy instalacji zapłonowej. Gdyby chociaż były tu stare poczciwe styki, ale gdzie tam, jak 
pech to pech. Moduł zapłonowy z czujnikiem Hall'a. Spróbujemy podlać paliwa pod świecę. Może to jednak gaźnik?
No dobrze, paliwo jest w zbiorniku, ale jak nalać pod świecę. Ta rurka od gaźnika jest za krótka. Nie ma mowy, nie sięgnie. Może nalać w 
garść, a potem do cylindra? Też nie, ręka nie wejdzie pod zbiornik. Przydałaby się strzykawka albo małe naczyńko, może naparstek?
No tak, ale do najbliższej apteki jest chyba z dziesięć kilometrów, a zakładu krawieckiego od lat nie widziałem w tej okolicy.
Zaraz!! Gdzie ta folia. No dobrze, że dziś nie ma wiatru.
Bierzemy kawałek folii i zwijamy z niej mały rożek. Do rożka nalewamy paliwa z rurki kranika. Rożek ostrym końcem wkładamy do otworu 
po świecy i przebijamy małym śrubokrętem lub czystym patyczkiem (Uwaga, żeby nie wpadł do cylindra!).
Dobrze! Poszło. Teraz szybko świeca, fajka i... nic.
Znowu klucz i już śmierdząca, mokra od paliwa świeca ukazuje się naszym oczom.
Cholera! Czyżby to jednak moduł? Taki pech? To chyba niemożliwe.
Zaraz, zaraz, gdzieś tu powinna być. No tak, teraz sobie przypominam. Miałem tu gdzieś zapasową świecę. O proszę, trochę brudna, ale 
jest; Aha, jest i szmata.
Świeca już jak nowa i do montażu gotowa. Wkręcamy, dokręcamy, fajka, zapłon i... wruuuummmm!
Hura! Jest! Działa! Chodzi!
Co za radość. Więc to jednak nie moduł i w domu będę na kolację, no bo na obiad to już chyba nie zdążę.

 

Zródło:  "Świat motocykli"  4/2002   

2.Wydawałoby się, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Po prostu tak, jak pojechaliśmy! Ma to 
oczywiście głęboki sens, pod warunkiem, że nasza maszyna nas nie zawiedzie. Ale przecież życie, jak to życie. 
Pląta figle i niekiedy hojnie obdziela nas niespodziankami. Czasem nawet zbyt hojnie. Może więc tak się 
zdarzyć, że będziemy musieli wrócić do domu korzystając z innych środków lokomocji, lub wręcz w 
własnych nóg. Pchanie motoroweru nie należy jednak do przyjemności, chociaż oczywiście może wchodzić w 
rachubę, gdy awaria nastąpiła kilka kilometrów od domu. 

      Cóż jednak zrobić, gdy do pokonania zostało kilkadziesiąt, a być może nawet kilkaset kilometrów? Na pewno wiele zależy od inwencji i 
organizacyjnego sprytu motorowerzysty. Wszak można załatwić przewóz pojazdu ciężarówką lub furgonetką, która podąża w interesującym 
nas kierunku. Na trasie można spotkać sporo użytkowych aut z niewykorzystaną przestrzenią ładunkową. Widząc motorowerzystę na 
poboczu na pewno ktoś zatrzyma się, by udzielić pomocy. Z pewnością musimy zaproponować jakąś opłatę za przewóz lub przygotować się 
na takie żądanie ze strony uczynnego kierowcy, ale i tak może się to okazać bardziej opłacalne niż wzywanie pomocy drogowej. Pomoc 
drogowa nie należy do tanich. Sam dojazd do miejsca awarii kosztuje 2-3 złote za kilometr. Potem dochodzi jeszcze przewóz jednośladu w 
wyznaczone miejsce za 2,5-3,5 zł za kilometr. Jeśli decydujemy się na pomoc drogową, warto dowiadywać się o samochody sieci Starter. 
Dojazd do 25 km objęty jest zryczałtowaną opłatą w wysokości 70 zł. Specjaliści tej sieci szkoleni są w centrum szkoleniowym ADAC i 
potrafią wiele naprawić na szosie. Także w motocyklach czy motorowerach. Jeśli nie jest to możliwe, mogą także odwieźć motorower za 
zryczałtowaną opłatą 70 zł. A dystans 25 km może wystarczyć nam, by dostać się do większego miasta lub miasteczka. Stamtąd możemy 
wysłać motorower jako bagaż. Warunkiem jest jednak, by na dworcu znajdowała się kasa bagażowa. Tylko tam można odpowiednio 
odprawić ładunek (odpowiednie zamocowanie, opróżnienie zbiornika paliwa). Zanim więc zlecimy komukolwiek dowóz motoroweru z myślą 
o korzystaniu z kolei, warto dowiedzieć się o zakres usług na dworcu. Awaria motoroweru na drodze nie musi być tragedią. W ostateczności, 
przy braku innej możliwości czy braku gotówki zostawmy pojazd w bezpiecznym miejscu i sami wróćmy do domu. Może to być parking 
strzeżony, prywatna posesja czy wiejskie gospodarstwo. Właściciele na pewno nie odmówią przechowania jednośladu. Potem można odebrać
go już przy pomocy rodziców po zorganizowaniu odpowiedniego transportu. Można też liczyć na pomoc innych kierowców jednośladów. 
Jeśli nie zależy nam na czasie, zaczekajmy na jakiegoś przypadkowego kierowcę motoroweru czy motocykla. Nie powinien zostawić nas w 
kłopocie... 

 

Zródło:  "Świat motocykli"  7/2000  

3.Jak zakonserwować motorower na zimę?
Jeżeli motorower chodził bez zarzutów  to należy wymienić oleje, filtry, zużyte zębatki i łańcuchy.
Przyglądamy się oponom, jeżeli są łyse lub popękane to należy je wymienić.
Jeżeli dętka była wielokrotnie łatana to powinniście ją zmienić.
Kiedy nie mamy co robić przy naszym rumaku, to musimy go przygotować do zimowego snu.

Czynności

1.     Dokładnie umyć

2.     Jeżeli na dnie komory pływakowej gaźnika znajduje się śruba spustowa należy ją odkręcić, by spuścić paliwo. Jeżeli  brak śruby, 
pozostaje zamknąć kranik i poczekać aż paliwo z komory pływakowej zostanie spalone przez silnik. Pomorze to w uruchomieni silnika w 
przyszłym sezonie.

3.     Warto też pamiętać o dolaniu paliwa do zbiornika, aby nie dopuścić do kondensowania się pary wodnej mogącej spowodować korozję 
wewnętrznych blach zbiornika.

4.     Wykręcamy świece zapłonową i strzykawką wlewamy do cylindra ok. 5cm3 oleju (może być do dwusuwów)

5.     Konserwacje należy zakończyć wkręceniem świecy na swoje miejsce.

6.     Motorower powinien stać tak, by odciążyć zawieszenie, a więc na centralnej podstawce.

7.     W trosce o stan ogumienia warto obniżyć ciśnienie w oponach do jednej atmosfery.

Nie zaszkodzi zakonserwować chromowe i aluminiowe elementy za pomocą pasty do konserwacji lakierów samochodowych.

4.Docieranie 

Docieranie silnika to poważna rzecz. Podczas docierania nie możemy zapomnieć żeby nie przegrzać motocykla.

A nie możemy przegrzać ponieważ są nowe części które są niedorobione są tam małe rysy i różne zagłębienia podczas jazdy gdy silnik się 
grzeje te części się powiększają i następuje zmniej
szenie smarowania i następuje zatarcie się silnika.

Żeby tego uniknąć  musimy przestrzegać paru zasad tj.

Nie przegrzewać zbytnio motocykla 

Nie jeździć w dwie osoby i po polnych drogach czy wysokich górkach

Robić co 1 godzinę odpoczynek na od 10 - 15 min 

Nie jeździć na całym gazie tylko na połowie.

Docieranie powinno trwać przez ok. 500 km - to jest takie sobie docieranie a takie porządne docieranie powinno trwać ok. 1000 km to jest 
docieranie  prawidłowe. I jeszcze powinno się pamiętać że po tych 500 km nie nalezry dawać od razu  ile fabryka da tylko przez następne 50 
km stopniowo dodawać gazu.

No i po takim docieraniu motor będzie żyletka

Skutki złego docierania

Największym skutkiem złego docierania jest zwiększenie zużycia paliwa , Zmniejszona moc tzw. muł puchnięcie , rysy na cylindrze.

 

 

5.Sprzęgło - typowe niesprawności .

 

-Nadmierne zużycie tarcz ciernych spowodowane najczęściej niewłaściwą eksploatacją silnika 

-zatarcie się kulki w tarczy wysprzęglającej spowodowane przede wszystkim złom regulacją długością linki sprzęgła

-ścięcie zawleczek 

-poluzowanie się kołków tarczy dociskowej kompletnej